Posts Tagged ‘digital-rebell’
Canon EOS 350D – spojrzenie drugie, poprawione
Sunday, August 20th, 2006Minęło równo 4 miesiące / kilkanaście setek zdjęć od kiedy zastanawiałem się, po czym kupiłem 350′kę… Obiecywałem podzielić się wrażeniami z używania i garścią porównawczych zdjęć. W końcu nadszedł ten moment :)
Aparat zaliczam do zdecydowanie udanych zakupów. Jak do tej pory ani razu mnie nie zawiódł, 5-dniowy wyjazd spędził na raz naładowanej baterii, która pozwoliła na 2,5GB zrobionych zdjęć (wliczając w to używanie lampy, AF i przeglądanie zdjęć). Mały rozmiar okazał się (o dziwo!) dużym plusem – mam znacznie mniej oporów żeby zabrać go ze sobą, a przy tanich plastikowych i lekkich obiektywach jakich używam nie było najmniejszych problemów z uchwytem…
W sytuacjach gdy problem mógł się pojawić – używałem gripa, który daje komfort dużego aparatu (jest dosyć ciężki dzięki czemu świetnie stabilizuje dłoń). Sam grip jako taki pozwala na noszenie jednocześnie dwóch standardowych baterii (do 350D pasują baterie z niektórych małpek Canona – np. S45), albo 6 baterii AA i biorąc pod uwagę jego cenę (ok. 300,- zł jeżeli dobrze poszukać), oraz perfekcyjną jakość wykonania (gumowany uchwyt – mmmm) – jest świetnym uzupełnieniem aparatu.
![]()
Wizjer, początkowo mały i ciemny (w porównaniu do mojej poprzedniej analogowej lustrzanki) szybko okazał się zupełnie wystarczający… I chociaż nadal, gdy celuję większym aparatem, różnica jest lekko mówiąc uderzająca, to nie przypominam sobie sytuacji, żebym robiąc zdjęcia 350D zwrócił uwagę na jasność czy rozmiar wizjera, a tym bardziej uznał, że z takim nie mogę zrobić jakiegoś ujęcia.
Ostatni z trapiących mnie przy wyborze problemów to ogólnie mówiąc – jakość… Kiepski plastik, na którym zostają ślady po paznokciach, plastikowy bagnet kitowego obiektywu, śliski plastikowy grip, plastik tu, plastik tam, gumowata smycz. I co? I nic… Po czterech miesiącach aparat wciąż wygląda jak nowy, nie starł się żaden nadruk, ślady po paznokciach można zetrzeć tym samym palcem, który je tam zostawił, na obudowie nie widać rys i zadrapań – również na wyświetlaczu. Nic nie trzeszczy, nie szeleści, wszystkie klapki i zaślepki nadal wskakują na swoje miejsce bez problemu, podobnie plastikowe bagnety obiektywów (bo niestety wszystkie EF’owe obiektywy jakie mam na stanie są plastikowe. Paradoksalnie – jedyny z metalowym bagnetem rozpadł się jako pierwszy :) ). Nie mam do jakości absolutnie żadnych zastrzeżeń, aparat jest z resztą “Made in Japan” i to widać…
Jak więc widać wszystkie wątpliwości z okresu zakupu okazały się w zasadzie bezpodstawne. Aparat towarzyszy mi w miarę możliwości gdzie może i spełnia swoje zadanie doskonale (zwłaszcza z szybką kartą pamięci ;) ). Wszystkie parametry techniczne, zgodnie z tym czego się spodziewałem, są dla mnie zupełnie wystarczające. Aparat działa bardzo szybko, ma przejrzysty i wygodny interfejs, trudno dopatrzyć się prawdziwych wad, oczywiście patrząc z perspektywy fotografa-hobbysty-amatora. Efekty jego pracy można zobaczyć na moim fotoblogu, na którym od maja wszystkie zdjęcia są robione na 350D. Na razie jeszcze się z nim zapoznaję, próbuję różne obiektywy, motywy, pomysły. Trochę walczę z kolorystyką, ale to kwestia słabych szkieł i silnego przywiązania do kontrastowych kolorów uzyskiwanych na slajdzie. Sporo siedzę więc w photoshopie (swoją drogą radzę uważać na Adobe Camera RAW – zmienia charakterystykę barw!). Aparat możliwości ma ogromne i potwierdzeniem tego może być np. fotoblog Daily dose of imagery, którego autor foci tym samym sprzętem… Ja z resztą jeszcze długo z pewnością się z nim nie rozstanę. Gorąco polecam!
