Posts Tagged ‘Canon EOS 5d’

Co takiego ma Canon 40D, czego nie ma 350D, 400D, 20D, czy 30D?

Canon EOS 40D i Canon EOS 350D

Do niedawna byłem szczęśliwym posiadaczem Canona 350D. Robiłem nim setki zdjęć i byłem na prawdę zadowolony. Od czasu do czasu wyjmowałem z szafy EOSa 50, żeby zajrzeć przez jego wielki wizjer. Bywało, że robiłem zdjęcia 20D i wracając do 350-ki miałem jakieś dziwne uczucie… Podświadomie kiełkowała we mnie chęć przejścia na model wyżej. I gdy pewnego dnia szukałem informacji na temat lampy, którą planowałem kupić, przeczytałem pełny test 40D na dpreview. Już wtedy wiedziałem, że kupię lampę mocniejszą, “bo przecież za jakiś czas na pewno kupię większe body”… Po sprawdzeniu cen i trzykrotnym wyjęciu kalkulatora “za jakiś czas” nastąpił dnia następnego… I tak o to stałem się posiadaczem nowego aparatu. Czy było warto? Nie porównywałem ich przed zakupem, to zrobię to teraz… Zapraszam do recenzji 40D z punktu widzenia byłego posiadacza Canona 350D.

Jeszcze raz podkreślę, że nie zmieniłem zdania. Canon 350D czy 400D to świetne aparaty. Robią bardzo dobre zdjęcia, kosztują stosunkowo niewiele i przede wszystkim, dają mnóstwo radości. Jest jednak taki dzień w życiu każdego fotoamatora, że kupuje sobie większe szkło, czy lampę i aparat zaczyna coraz gorzej leżeć w rękach; że nie złapał _tego_ momentu w serii, bo akurat przytkał się bufor; że na małym ekranie zdjęcie wydawało się ostre i że po raz kolejny zablokował ekspozycję (*) zamiast przestawić kompensację… Jeżeli dorzucimy do tego, że 350ki nadal trzymają dobrą cenę, a Canon zwracał część pięniędzy przy zakupie, to psychologiczna bariera została przekroczona z łatwością…

Pierwsze wrażenia po pierwszych zdjęciach

Po kilku sesjach, gdy ręka przywykła już do nowego chwytu, a palce poznały rozmieszczenie przycisków, stwierdzam, że aparat jest bardzo wygodny. Uchwyt jest gruby i dobrze siedzi w ręce. Aparat waży o ok. 300g więcej niż 350D, ale z zamontowanym szkłem i przede wszystkim ciężką zewnętrzną lampą trzyma się znacznie pewniej i nie nadweręża rąk zbyt wąskim gripem. Sposób obsługi jest zupełnie inny, ale po szybkim zapoznaniu okazuje się znacznie wygodniejszy. To co zawsze ceniłem w Canonach – czyli możliwość obsługi aparatu jedną ręką, bez puszczania gripa – jest również tutaj. Do tego dzięki informacji o ISO w wizjerze, najczęściej nie trzeba też odrywać aparatu od twarzy. Jeśli już o wizjerze mowa, jest sporo jaśniejszy i większy niż w 350/400D. Odnoszę wrażenie i znajduje to potwierdzenie w recenzjach, że podobnie jest w stosunku do 20D i 30D.

Aparat jest szybki i responsywny. Zdjęcia można robić natychmiast po włączeniu. Migawka i lustro są względnie ciche, a baterii starcza na bardzo wiele klapnięć. Obudowa jest cała ze stopu magnezu i to się czuje. 350 było wykonane solidnie, ale różnica mimo wszystko jest bardzo duża. Podobnie jest z menu – w 40D zastosowano układ znany z EOS’a 1D Mark III – opcji jest mnóstwo, a nawigacja pomiędzy nimi jest bardzo szybka. Dodatkowo można wyciągnąć do 6 funkcji na własne menu ze skrótami – wtedy na jednym ekranie możemy mieć ustawienie bracketingu, mirror lockup i usuwanie zdjęć. Bezcenne. Sam ekran jest ogromny i bardzo pomaga w pracy, chociaż tutaj bardziej popisała się konkurencja nie tylko zwiększając rozmiar, ale i gęstość punktów… Kilka recenzji wymienia jego rozmiar jako minus. Niektórzy uważają że mały znaczek pocztowy z 20D jest lepszy. hmmm. Jak dla mnie był to największy minus 350D. Każdy, nawet mało szczegółowy, ale duży wyświetlacz jest dla mnie lepszy. Wreszcie mogę patrzeć na niego z pewnej odległości, zamiast podkładać sobie aparat pod nos…

No dobrze, kupiłem aparat z wyższej półki niż EOS 350D. Dla posiadaczy jego poprzedników nie napisałem jeszcze chyba niczego odkrywczego. Sam, gdy decydowałem się na 350D uznałem, że różnica w cenie jest zbyt duża, aby powyższe wrażenia (wtedy odnoszące się do 20D/30D) były wystarczające… A więc, co tak na prawdę przekonało mnie do tego aparatu?

Live view

Live view to możliwość podglądu na tylnym ekranie tego, co widzi matryca. Spotkałem się na sieci z recenzjami, w których live view brzmi trochę jak wada. Recenzenci nie mogąc znaleźć dla niego zastosowania w swoim warsztacie uznawali, że to wodotrysk dla klientów przyzwyczajonych do cyfrowych małp. Otóż nic bardziej mylnego! Podczas moich kilku krótkich wypadów zrobiłem kilka zdjęć, które bez niego byłoby zupełnie niemożliwe. Poczynając od dziwnych, trudno dostępnych kątów, jak ujęcia z ziemi, po precyzyjne doostrzanie w sytuacjach gdy nie mamy pewności patrząc przez wizjer (w live view możemy 10 krotnie powiększyć dowolny fragment obrazu, rozjaśnić go, ustawić ręcznie ostrość i zrobić zdjęcie). Np. to zdjęcie zrobiłem na wietrze, czekając na powiększonym LV aż odpowiedni fragment “wskoczy” w ostrość…
Dodatkowo, po podłączeniu aparatu do komputera, LiveView pozwala na podgląd obrazu na monitorze. Można też aparat podpiąć do telewizora, ale w tym wypadku niestety nie znajdziemy jak w nowym Nikonie wyjścia HDMI. Przy okazji, jako że na potrzeby LiveView lustro jest podniesione, podczas robienia zdjęć słyszymy tylko cichy szmer migawki. Jest to wyjątkowo przyjemne w przypadku szybkich serii…
Jedynymi minusami tej funkcji to konieczność opuszczenia lustra przy automatycznym pomiarze ostrości, oraz szybki drenaż baterii. Z drugiej strony, chociaż bardzo przydatna, używa się jej na ogół rzadko i na krótko, więc nie powinno to stanowić dużego problemu…

6 klatek na sekundę, kilkanaście rawów w serii

Robiąc kiedyś zdjęcia na pokazie Formuły 1, pamiętam że irytowałem się, gdy już po zaledwie 4 klatkach w RAW bufor 350D był kompletnie zapchany i aparat robił już tylko 1 zdjęcie na sekundę. W przypadku bolidu F1 nie trudno się domyśleć, że to wartość nie wystarczająca :) Zanim kupiłem pierwszy aparat cyfrowy seria była przeze mnie mocno niedoceniana. Teraz jest jednak jednym z istotniejszych parametrów.
I w tej kategorii EOS 40D nie zawodzi. W zwykłym trybie robi około 3 klatek na sekundę, a na mojej karcie (Sandisk Ultra II) mieści do 22 RAWów. Po przejściu w tryb szybkiej serii, przy czasach krótszych niż 1/500s Canon osiąga ponad 6 klatek na sekundę i mieści do 18 plików RAW. Wg. dpreview na szybszych kartach upchnie jeszcze jedno zdjęcie. Warto wspomnieć, że wg. ich testów przy czasach dłuższych niż 1/500s osiągi mocno spadają, do ok. 4fps przy 1/15s. Jak na moje potrzeby jednak powyższe osiągi są (przynajmniej na dziś) powyżej moich wymagań…

Jakość obrazu

40D został wyposażony w nowy procesor obrazu, oraz nową matrycę. Wg. testów na dpreview 14 bitowy przetwornik oddaje więcej szczegółów w cieniach, a dodatkowa opcja o nazwie “Highlight priority” umożliwia uchwycenie niecałej stopki więcej w jasnych partiach, kosztem większego zaszumienia cieni. W praktyce, w połączeniu z 10 mega pikselową matrycą obrazy mają sporo więcej detali i na oko większą rozpiętość tonalną. Zwłaszcza przy pracy w RAWach można “odzyskać” więcej przepalonych partii zdjęć. Dodam jednak, że spotkałem się z opiniami, że nowa matryca, w stosunku do tych znanych z 20D i 30D, mimo 2mpix więcej nie oddaje wcale więcej szczegółów wg. testów ostrości… Moje odczucia mówią jednak co innego, przynajmniej w zestawieniu z 350D.

Do jakości przyczynia się też zapewne szybszy i precyzyjniejszy autofocus. W moich testach ostrości back- i front-focus występują rzadziej niż na 350D, a układ na prawdę rzadziej się myli…

Usprawnienia interfejsu

Pracę z aparatem usprawniają trzy nowe funkcje nieobecne wg. mojej wiedzy w poprzednich aparatach tej i niższych serii. Pierwsza to dodatkowe menu z definiowalnymi opcjami o którym już wspominałem. Druga, to możliwość podglądu ustawień na tylnym ekranie – mniej więcej tak jak w 400D. Dzięki temu wszystkie informacje dostępne na górnym wyświetlaczu, plus kilka innych, możemy zobaczyć z tyłu, w dużej, czytelniejszej wersji. Bardzo przydatne np. przy pracy ze statywem… Trzecią rzeczą są trzy programy użytkownika, wybierane pokrętłem po lewej stronie (zaraz za AV, M, A-DEP). Możemy pod nimi zapisać program (M, AV, TV), czas, przesłonę, oraz praktycznie wszystkie istotne ustawienia aparatu – od bracketingu, przez ustawienia lampy, po CFNy, czyli np. blokadę lustra. Jednym ruchem możemy przełączyć wszystkie ustawienia aparatu – np. przygotowane do robienia zdjęć nocnych. Pewnym przeoczeniem niestety jest to, że gdy aparat sam się wyłączy, po ponownym włączeniu wprowadzone zmiany (np. ustawienie czasu, przysłony, ISO) zostaną przywrócone na te wcześniej zaprogramowane. Trzeba więc pamiętać o tym, aby po wprowadzeniu korekty zapisywać od razu swoje ustawienie…

I to wszystko?

Bynajmnie nie… Jak zwykle moje recenzje to spis moich osobistych odczuć. Jest zapewne o wiele więcej zmian, które przeoczyłem, lub nie uznałem ich za wyjątkowo istotne. Znajdziecie je tradycyjnie w innych, bardziej profesjonalnych recenzjach :)

W porównaniu …

Canon 350D i 400D

Canon EOS 40D to zupełnie inna klasa aparatu. Pozwala na prawdę wyżyć się każdemu cyfrowemu fotoamatorowi. Praktycznie wszystkie parametry przemawiają za nim. Jedynym ewentualnym plusem 350D i 400D to mniejszy rozmiar i waga. Ewentualnym, ponieważ chociaż mniejsze body jest bardziej przenośne, a przy lekkich, tanich obiektywach – zupełnie wygodne, to po zamocowaniu większych szkieł, czy lamp błyskowych robi się na prawdę nieprzyjemnie…
Oczywistą różnicą jest też cena. Różnica na dzień dzisiejszy to około 2 tysiące złotych. Co prawda 40D “dostarcza” sporo więcej niż jego poprzednicy i różnica jest znacznie lepiej uzasadniona, to jeżeli dopiero zaczynasz, lub masz napięty budżet – kup 400D. Gdy się już z nim polubisz i uzbierasz więcej gotówki, będziesz gotowy do dokonania zamiany :) Wbrew pozorom nawet najsłabsze lustrzanki nie tracą aż tak dużo na wartości… A zamienić kiedyś będzie na prawdę warto, czego jestem żywym przykładem ;)

Canon 20D i 30D

Tu już kwestia nie jest tak prosta. Posiadacze których znam dybią raczej na okazję na 5D. Z drugiej strony ich aparaty nadal mają jakąś wartość i przesiadka na bohatera tej recenzji byłaby z pewnością mniej kosztowna. Miałem kilka okazji robienia zdjęć tymi aparatami i jakoś nie kusiły mnie do natychmiastowej zamiany. W przypadku 40D decyzję podjąłem momentalnie.

Różnice w jakości zdjęć są sporne – jedni twierdzą, że jest lepiej, inni, że tak samo, lub wręcz gorzej. Być może. Moim zdaniem 20D robiło już świetne zdjęcia i progress pod tym kątem nie jest tak szalenie istotny. O wiele istotniejsze są zmiany w obsłudze, funkcjach, ergonomii, a tych w 40D jest mnóstwo! Zdjęcia robi się zdecydowanie przyjemniej – Liveview jest piekielnie przydatne, aparat wydaje się być jeszcze bardziej responsywny, tu i ówdzie zmieniono kształt obudowy, jest nowe menu i kilka przydatnych funkcji w interfejsie. Bardzo zastanawia mnie to, że wiele serwisów kompletnie pominęło te różnice skupiając się głównie na możliwościach samej matrycy. A przecież nie tylko tym fotograf żyje :) Moim subiektywnym odczuciem zmiany są absolutnie warte zachodu…

Canon 5D

Gdybym miał 5D, patrzyłbym na 40D z pogardą ;) Pełna klatka to niezaprzeczalny plus i chyba każdy się ze mną zgodzi. Do tego niedługo pojawi się jego nowa odsłona, w której zapewne znajdą się podobne, o ile nie lepsze nowości. Dlaczego więc nie poczekałem na niższe ceny piątek? Otóż 5D jest już dość starą konstrukcją, kosztuje sporo więcej, nie ma Live View, wymaga wymiany obiektywów EF-S, wypada do niego kupować droższe szkła no i… ile można czekać ;)
W przyszłości, gdy nowy model okrzepnie i trafi się dobra okazja, to czemu nie…

Konkurencja – Nikon D300 i Sony A700

Sony wreszcie uporało się z szumiącymi matrycami i oba modele konkurują z Canonem bardzo skutecznie. Każdy z modeli ma jakąś przewagę nad pozostałymi, każdy ma też swoje słabości. Najwięcej funkcji ma chyba Nikon, ale z kolei jest też sporo droższy. W tej sytuacji zmiana systemu byłaby w zasadzie bez sensu i dlatego szybko odrzuciłem taką możliwość.

Jeżeli kupujesz pierwszą cyfrówkę, mogę Ci polecić Canony – ale tylko dlatego bo je posiadam. Przyznaję, że nie bardzo interesowałem się tym co dzieje się za miedzą. Walka jest wyrównana i bardzo mnie to cieszy, bo popycha to producenta “mojego” systemu do wprowadzania ulepszeń. Będziesz więc musiał niestety poczytać jeszcze kilka testów ;)

Jeżeli posiadasz już któryś system, to szczerze polecam przy nim zostać… Ale na pewno już to wiesz ;)

Sumując

Jeżeli przy kupnie 350D miałem jakieś wątpliwości, a podczas używania jakieś zastrzeżenia, to 40D jest pierwszym aparatem, który na prawdę podoba mi się taki, jaki jest. Jedyne czego mi w nim brakuje, to pełna klatka, ale mam nadzieję, że nie będziemy musieli na nią zbyt długo czekać…

Szczerze polecam!