Canon 350D vs Nikon D50 vs Minolta 5D
Do dzisiaj stałem przed powyższym wyborem. Może tak nie do końca, bo moje preferencje oscylują ściśle wokół Canona, którego używam (kliszowy Eos 50, małpowy S45) i bardzo sobie chwalę. Przyszedł jednak czas na przejście na cyfrę i typowy dylemat… Nie ukrywam, że Canon był u mnie faworytem, ale moją decyzję mocno podważały wyższa cena i przede wszystkim - mikry rozmiar body, z którego postanowiono uszczuplić przede wszystkim niemal najważniejszą część lustrzanki - wygodny uchwyt! Za jego wyborem, oprócz czysto technicznego porównania, przemawiało kilka obiektywów w tym systemie, no i przywiązanie do marki i co istotne - przyzwyczajenie do “interfejsologii”.
Mając to “spaczenie” na uwadze możecie przeczytać wnioski z długich penetracji internetu i krótkich “macań” w kilku sklepach :)
Pełne recenzje, próbki i porównania oczywiście najlepiej sprawdzić na www.dpreview.com. To co napiszę poniżej to tylko lista rzeczy na które zwróciłem uwagę, o których pamiętam i które są dla mnie istotne… O rzeczach które mają (lub nie) wszystkie trzy aparaty pisać raczej nie trzeba…
Canon 350D
Plusy:
- Lepsza matryca, generująca nie tylko 2mpix więcej, ale również mniej szumu i więcej detali. Niektórzy twierdzą, że dzieje się to kosztem ostrości, ale przeglądając zdjęcia zrobione dobrym (nie kitowym!) obiektywem nie byłbym tego taki pewien. Bardziej przychylam się do opinii, że 350tka robi zdjęcia porównywalne do 20D, a to już aparat o dużą klasę wyżej!
- Dobry aparat powinien swoje ważyć. 350D jest lekki, ale potraktuję to jako plus, ponieważ waga jest idealnie dopasowana do jego rozmiaru. “Ściskając” go w dłoni nadal czujemy że trzymamy aparat :)
- Jako jedyny ma dostępny Grip pozwalający zapakować dwie baterie aku, albo 6 AA. Na gripie oczywiście zestaw do robienia zdjęć w pionie. Sam uchwyt w porównaniu do tego na body jest przepotężny i wymaga chwili przyzwyczajenia :)
- Bardzo szybki i precyzyjny AF, nawet z nienajlepszym kitowym obiektywem. Canon ma też najwięcej - bo 7 - punktów ostrzenia.
- Jestem bardzo przyzwyczajony do ergonomii Canona. Zwłaszcza do operowania ustawieniami jedną ręką. W tym modelu nie jest inaczej, co uważam za ogromny plus. Nikon do ustawienia ISO wymaga ode mnie trzymania przycisku lewą ręką, kręcenia pokrętłem prawym kciukiem i gapienia się od góry na wyświetlacz. W Canonie patrzymy na tylny wyświetlacz, naciskamy kciukiem [ISO] [góra/dół] [SET] i wracamy do zdjęcia. Wolę tak. Ci co używali Nikona na pewno się nie zgodzą, ale na tym właśnie polega przyzwyczajenie :)
- Bajer, ale bardzo ciekawy - możliwość robienia zdjęć w B/W z użyciem kolorowego filtra. Oczywiście można to robić w PS, ale taka możliwość od razu w aparacie jest wysoce kusząca!
Minusy:
- Obudowa jest na prawdę maciupka. Body zostało odchudzone w najgorszym możliwym miejscu - na uchwycie. Do tego jest niższa, co jeszcze bardziej zmniejsza powierzchnię “chwytu”. Mam raczej małe ręce, a mimo wszystko nie ma za bardzo za co złapać. Aparat zamiast trzymać całą powierzchnią palcy, dociska się do nadgarstka i podtrzymuje małym palcem od spodu.
- Plastik obudowy jest zdecydowanie badziewny. Wymacany egzemplarz w Saturnie nosił sporo zadrapań od paznokci w okolicach uchwytu - to nie jest fajne… Całość mimo wszystko sprawia raczej solidne wrażenie, ale ten plastik mocno psuje efekt, więc zasługuje na minus.
- Bodaj najsłabszy optycznie i jakościowo obiektyw KITowy. Z drugiej strony różnica w cenie kit-body wacha się od 100 do 300 zł, więc można go uznać jakby go nie było
- 9% spot (”punktowe” mierzenie światła) to już praktycznie nie spot… Ale da się przeżyć
- Mniejszy zakres korekcji (tylko +- 2EV), chociaż tak na prawdę w sytuacjach gdy korekcja jest potrzebna większa używam raczej już pełnego manuala…
- Najwyższy przelicznik ogniskowej - 1.6x. Niby niewiele (do 1.5x) ale im bliżej 1x tym zdecydowanie lepiej!
- Najmniejszy LCD (1.8″ do 2″ w NIkonie i (nie idealnych) 2.5″ w Minolcie).
- Ze wszystkich jest najdroższy (Nikon i Minolta są w podobnej cenie)
Nikon 50D
Plusy:
- Zdecydowanie najlepiej ze wszystkich trzech leży w dłoni. Również dzięki dobrze dobranej wadze.
- Zdecydowanie najlepsze materiały. Gumowany chwyt pod kciukiem, miękki uchwyt i dobry plastik - wypadają ze wszystkich najkorzystniej
- Najelegantszy celownik ze wszystkich :)
- Jasny wyświetlacz o dobrym stosunku rozdzielczości do rozmiaru (patrz Minolta).
Minusy:
- Wielu osobom się to podoba - mi nie. Aparat ewidentnie podciąga ostrość zdjęć, na czym łatwo go przyłapać, ponieważ Minolta ma identyczną matrycą (Sony) ale zdjęcia nie są już tak wyostrzone. Ubocznym, a drażniącym (ale szczęśliwie raczej rzadkim) efektem jest moira.
- Cyfrowe Nikony nie współpracują do końca z obiektywami na gwint (M42). Nie da się na nich ostrzyć na nieskonczoność (przynajmniej bez użycia dodatkowej soczewki czego bym się obawiał), a co gorsza, zupełnie nie działa pomiar światła… Mam wielki miech do powiększeń, jasną rybę, jasną 50kę i zdecydowanie nie chciałbym komplikować ich używania!
- Najwolniejsza seria - 2,5 fps (3fps Minolta, 2,7 Canon)
- Zapis na kartach SD. Dla innych może być oczywiście plusem. Ja po prostu mam sporo kart CF…
- Brak blokady lustra. Opcja przydatna przy długich czasach i zdjęciach makro. Pozwala wydusić ciut więcej ostrości…
- Podobno okrojone możliwości współpracy z lampami… Podobno, bo nie używam i nie lubię lamp…
- Brak podświetlenia pomocniczego wyświetlacza… Nie byłoby to może istotne, gdyby Nikon nie wyświetlał tam wszystkich istotnych informacji. Na głównym LCD nie są wyświetlane od razu (w przeciwieństwie do widocznych wartości w czytelnym menu Canona i gigantycznych informacji w Minolcie)
- Nie ma podglądu głębi ostrości, co bywa przydatne, ale nie jest konieczne.
Minolta 5D
Od razu przyznaję, że Minoltą zajmowałem się zdecydowanie najmniej i sporo mogłem przeoczyć.
Plusy:
- Wbudowany Anti-Shake stabilizuje obraz na każdym wkręconym obiektywie! Co ważne - to rozwiązanie na prawdę działa i skutecznie niweluje rozmycia spowodowane przez drżące ręce. Widziałem nawet (bodaj na fotopolis) zdjęcie naświetlane sekundę o akceptowalnej ostrości. Przy cenach obiektywów ze stabilizacją to rozwiązanie jest mistrzowskie.
- Zamiast dwóch wyświetlaczy jest tylko jeden, ale za to z ciekawą opcją - gdy przykładamy aparat do oka wyświetlacz gaśnie. Gdy odsuwamy od razu sam się zapala. Dzięki temu nic nie świeci podczas robienia zdjęcia, zaś podgląd ustawień jest natychmiastowy.
- ISO 3200. Zaszumione jak diabli, ale w awaryjnych sytuacjach - czemu nie?
Minusy:
- Minolta generalnie przestaje istnieć - firmę wykupiło Sony. Można się więc spodziewać pewnego chaosu serwisowego, oraz z pewnością droższych akcesoriów pod marką Sony.
- Jak na mój gust, body jest za ciężkie jak na swój rozmiar, co przy mało eleganckiej kanciastej obudowie powoduje że aparat jest mało wygodny.
- Duży wyświetlacz LCD ma zbyt niską rozdzielczość. Widać siatkę pomiędzy punktami co dla mnie jest wyjątkowo denerwujące.
Co wybrałem?
Przy pierwszym podejściu nie przypadł mi do gustu uchwyt Canona. Minolta była ciężka i kanciata. Nikon idealnie leżał w dłoni. Być może przez to ubzdurałem sobie, że Nikon ma również znacznie większy i jaśniejszy wizjer, co spowodowało, że zacząłem się nim interesować. Po dłuższym przeszukiwaniu sieci wyszło jednak, że Nikon nie do końca współpracuje z obiektywami na gwint (które mam i planuję używać), oraz jest pozbawiony kilku drobnych, ale używanych przeze mnie funkcji, jak podgląd ostrości, czy blokada lustra. Postanowiłem dać Minolcie drugą, a Canonowi już chyba piątą szansę (długo się z tym noszę ;) ).
Gdy w końcu dłużej pobawiłem się wszystkimi trzema aparatami, okazało się, że wizjer we wszystkich jest w zasadzie identyczny. Ku mojemu zdziwieniu wygodny uchwyt Nikona przestawał nim być gdy zabierałem się do robienia zdjęć. Układ przycisków do którego kompletnie nie jestem przyzwyczajony wymuszał inne, mniej wygodne ułożenie rąk. Po pewnym czasie aparat robił się w rękach przez to “bułowaty”. W Canonie odwrotnie. Ściskając go w ręku (tak, jego się ściska, nie trzyma) i oglądając zarysowania po paznokciach (które swoją drogą ja również tam wciskałem) nie byłem zachwycony. Ale biorąc się do robienia zdjęć szybko odnalazłem standardowe miejsca przycisków i pokrętła (niestety jednego), a z minuty na minutę aparat coraz lepiej leżał w dłoni. Nie napiszę, że leży lepiej niż D50, bo tak nie jest i pewnie nie będzie. Ale po nawet krótkim obcowaniu idzie się do niego przyzwyczaić na tyle, że zapomina się o jego rozmiarze. Jeżeli do tego zna się układ Canonowych przycisków, robienie zdjęć Nikonem staje się już wręcz wkurzające - pokrętło nie jest dla mnie tam gdzie powinno, konieczność angażowania lewej ręki również… Minolta również znacznie zyskała, chociaż nadal była w ręku dosyć kanciata, a LCD wyglądał dosyć zniechęcająco (ma rozdzielczość tego z Canona przy sporo większym rozmiarze :|).
Co wybrałem? Canona… Wiadomo. Skoro tylko zniknął problem rozmiaru i wizjera, wszystkie plusy, przyzwyczajenia , obiektywy i dwie lampy wzięły górę. Gdybym z jakiegoś powodu nie zdecydował się na Canona pewnie wziąłbym… Minoltę 5D. Co ciekawe, na 4 sklepy w trzech polecano z tej trójki 350D, a w jednym - właśnie Minoltę. Nikon D50 jest niewątpliwie dobrą, względnie tanią lustrzanką. Dla mnie trochę zbyt uproszczoną.
Przy okazji, pojawiały się głosy, żeby dorzucić “grosza” i kupić Nikona D70s. Szczerze mówiąc, za te pieniądze zdecydowanie wolałbym Canona 20D/30D. A tak za to co zostanie, kupię sobie jakieś przyjemne szkiełko :]
Moja ocena jest oczywiście zupełnie subiektywna i inaczej nie powinna być traktowana, ale może komuś podsunie kilka wskazówek…
Zainteresowanych 350D zapraszam do pierwszych wrażeń z używania, drugich wrażeń z używania, artykułu o szybkich kartach, oraz testu obiektywów…

kwiecień 12th, 2006 at 2:56 przed południem
Canon 20D klasowo jest na poziomie Minolty 7D, ktora kosztuje mniej wiecej 2400 PLN za korpus. Poniewaz 5D ma ten sam przetwornik mozna stwierdzic ze picture quality bedzie bardzo zblizone (zakladajac, ze oprogramowanie w korpusie nie mloci ostrzeniem i saturowaniem).
Korpus nie ma az tak duzego znaczenia wzgledem jakosci zdjec bez dobrego szkla, z kitowymi obiektywami tak naprawde nie zdziala sie wiele.
kwiecień 16th, 2006 at 3:09 po południu
350D jest już w moim posiadaniu i najpewniej za parę dni spłodzę wyniki moich pobieżnych testów…
Już teraz mogę powiedzieć… Rozmiar niekoniecznie jest wadą! Trzeba zmienić sposób chwytu - przenieść “ciężar” z prawej ręki na lewą - podtrzymując aparat za obiektyw, prawą ręką delikatnie obejmując rękojeść… Wtedy przestaje być niewygodnie, a staje się już przyjemnie :)
kwiecień 20th, 2006 at 12:43 przed południem
Zawsze mozna kupic battery grip :)
kwiecień 20th, 2006 at 2:46 po południu
Co do Minolty i jej serwisu - BADZIEW przez bardzo duże litery. Ja jestem co prawda Canonowcem, ale mam kolegę, który używa Minolty. Jego nowy aparat jest już trzeci raz w serwisie i trzeci raz jest przetrzymywany. Za pierwszym razem zabrali się z niego po 1,5 miesiąca od przesłania! Nie otworzyli paczki!!! Czyli po 8 miesiącach posiadania cyfrowej minolty (analog psuł mu sie 2 razy, ale był przyzwoicie obsłużony) spędziła ona ponad 5 miesięcy w innych niż jego rękach. Teraz zastanawia się nad przejściem na Canona.
Chciałem jeszcze zauwazyć, ze canon pozwala podbierać znacznie więcej obiektywów - ale to tylko dla niektórych :)
kwiecień 20th, 2006 at 3:33 po południu
Mam nadzieję, że nie będę musiał sprawdzić skuteczności serwisu Canona :) Jak na razie dwie “taśmówki” canona i jedna małpa sprawowały się bezawaryjnie… Do tego 350D jest “made in Japan”!
czerwiec 2nd, 2006 at 1:06 po południu
Nie posiadam jeszcze cyfrowej lustrzanki, ale dzieki mojej pracy (sprzedaję aparaty ) obcowałem z wszystkimi ( no może troche mniej z minoltą ). Nie chcę pisać o wadach którego kolwiek z aparatów, chcę natomiast napisać o wielkiej zalecie Nikon D50. Otóż mocno interesuję się makrofotografią i ogromną przewagę jaką uzyskałem dzięki nikonowi to możliwość robienia zdjęć z analogową lampą błyskową przy czasie 1/4000 i f/32-36. Zdjęcia wychodzą super, kto tego jeszcze nie próbował śmiało, efekt i możliwości ogromne. Na takie ustawienia w żaden sposób nie mogłem sobie pozwolić w przypadku canon’a a dokładnie 300-tki ( z 350-tką tego nie sprawdzałem ). Po założeniu lampy na sanki aparat ustawiał automatycznie max czas synchronizacji, natomiast przy zastosowaniu przedłużki zawieszał się.
Zmojej strony moge jeszcze dopisać, że nikon lepiej sobie radził z ustawianiem ostrości w ciemnych pomieszczeniach ( nikon i canon były z kitowymi obiektywami ).
Pozdrawiam , Kamil
sierpień 21st, 2006 at 2:00 przed południem
[...] Minęło równo 4 miesiące / kilkanaście setek zdjęć od kiedy zastanawiałem się, po czym kupiłem 350'kę… Obiecywałem podzielić się wrażeniami z używania i garścią porównawczych zdjęć. W końcu nadszedł ten moment :) [...]
listopad 11th, 2006 at 2:31 po południu
Mam Do sprzedania Nikona D50 nowy gwarancja… Jak ktoś zainteresowany Prosze pisać 4866315 Albo Clear@buziaczek.pl
sierpień 22nd, 2007 at 8:13 przed południem
Ciekawe zestawienie ,ogolnie to troche minusów d50 jest jakby to powiedziec lekko naciągnięte ale to przeciez subiektwyne zestawienie.Pzdr